PODZIEL SIĘ

Kieszonkowe to najlepszy sposób, aby nauczyć dziecko gospodarowania pieniędzmi. Niestety w Polsce wciąż nie docenia się jego edukacyjnej roli.

Zaledwie 48 proc. rodziców wypłaca dzieciom kieszonkowe. Najczęściej na taką formę niezależności mogą liczyć 10-12-latkowie. Własne pieniądze otrzymuje 69 proc. z nich – wynika z przeprowadzonego przez MillwardBrown na zlecenie BIG InfoMonitora i BIK-u. Średnia wysokość kieszonkowego to 39 zł miesięcznie.

Z badań wynika, że dorośli chcą przekazywać dzieciom wiedzę o świecie finansów, jednak robią to raczej w formie komunikatów. Aż 78 proc. mówi że „aby mieć pieniądze, trzeba pracować”, z kolei 73 proc. że należy „gasić światło i zakręcać kran”. Mniej – bo 69 proc. – tłumaczy „co ile kosztuje i dlaczego jest drogie czy tanie”, a już tylko 62 proc. przypomina o priorytetach: „najpierw trzeba kupić jedzenie i opłacić inne konieczne wydatki, a dopiero, gdy pieniądze zostaną, można pozwolić sobie na przyjemności”.

– Komunikaty miałyby większą wartość, gdyby dziecko mogło doświadczyć na własnej skórze czym jest podejmowanie decyzji finansowych – przekonuje Dariusz Olejnik, prezes fundacji Zaradni. – Taką praktyczną lekcję umożliwia kieszonkowe.

Jak dawać dziecku pierwsze pieniądze?

Ustalamy zasady. Kieszonkowe nie mysi być wysokie, ale powinna być to kwota przeznaczona tylko dla dziecka. Oznacza to, że jeśli dajemy córce lub synowi 30 zł, to przypomnijmy dziecku, że wciąż to my kupujemy mu np. niezbędne rzeczy do szkoły, ubrania, jedzenie. Dziecko wówczas czuje się bezpiecznie i wie na co może wydawać pieniądze. Kwota, którą otrzyma dziecko musi być pulą, w którą dorosły nie ingeruje.
Wysokość kwoty. Powinna być stała, wypłacana np. raz w tygodniu lub raz w miesiącu. Ale co ważne, kwota powinna wzrastać wraz z wiekiem dziecka.

Niezależnie od wysokości powinna panować jedna żelazna zasada. Otóż powinniśmy ustalić z dzieckiem, że jeśli wyda kieszonkowe tego samego dnia, w którym je otrzyma, nie dołożymy mu dodatkowych pieniędzy. To pierwsza lekcja gospodarowania wydatkami.

Maluchom lepiej wypłacać mniejsze kwoty a częściej np. co tydzień. Z kolei nastolatkom większe, ale co dwa tygodnie lub miesiąc. Większe dzieci już lepiej planują długoterminowe wydatki.

– Jeśli dziecko postanowi odkładać pieniądze, aby kupić np. rower, możemy zastosować system premiowania – mówi prezes Olejnik. – Przykładowo jeśli zobaczymy, że dziecko już przez pół roku nie wydało nawet złotówki z kieszonkowego, możemy mu wypłacić premię. Dzięki temu dziecko zmotywuje się do oszczędzania, gdy zobaczy, że upragniony cel jest na wyciągnięcie ręki.

Nagrody i kary. Kieszonkowe nie powinno być częścią ani jednego, ani drugiego. Nie powinniśmy uczyć dziecka, że np. za dobre zachowanie, wyniki w szkole otrzyma dodatkowe pieniądze. Stosowanie kieszonkowego jako motywacji do nauki sprawia, ze dziecko uczy się nie dla wiedzy, a dla pieniędzy.

Nauka na błędach. To może być trudne, ale nie powinniśmy interweniować, jeśli dziecko będzie wydawało pieniądze zbyt szybko. Najpewniej samo przekona się, że wydanie kieszonkowego w jeden dzień nie jest najlepszym pomysłem. Kiedy przyjdzie do nas po poradę wtedy wyjaśnijmy mu jak gospodarować pieniędzmi i zaplanować „dniówkę”. Zróbmy listę tego co dziecko może kupić za wskazaną kwotę. Kiedy zobaczymy postępy w gospodarowaniu pieniędzmi, koniecznie pochwalmy dziecko.

Kieszonkowe na koncie lub karcie. To już przedsmak dorosłości i prawdziwa lekcja finansów zarezerwowana dla nastolatków. Zakładając dziecku rachunek, pokazujemy mu, że traktujemy go jak osobę dojrzałą. Jest kilka banków, które dają taką możliwość. Zakładając rachunek, możemy określić miesięczną wysokość wpłaty i dzienny limit wypłat.

Jeśli nie chcemy zakładać konta, możemy posłużyć się tzw. kartą przedpłaconą (prepaid). Zasilamy ją dowolną kwotą, podobnie jak kartę w telefonie komórkowym, a dziecko może z niej korzystać.

Dobrze jest uczyć się ekonomii od dziecka nawet na własnych błędach, dlatego warto dać dziecku kieszonkowe, chociażby po 10 zł na tydzień na wydatki np. w sklepiku szkolnym.

– Dziecko w ten sposób uczy się odpowiedzialności za własne decyzje finansowe i świadomego zarządzania własnym budżetem – tłumaczy prezes Olejnik.

BRAK KOMENTARZY