PODZIEL SIĘ

„Czysta wariacja ta demokracja” – mawiał Tadeusz Boy – Żeleński. Na Ursynowie – w naszej lokalnej demokracji, a więc w dzielnicowym samorządzie – mamy przez ostatnie lata kilka różnych wariacji demokratycznych układów sił. Platforma raz w tym układzie rządziła, raz nie. I za każdym razem ujawniała się opozycja, która próbowała tę władzę obalić i przejąć. To też prawo demokracji.

Ostatnio więc w kilku dzielnicach słychać głośniejsze lub cichsze sugestie opozycji, że czas na zmianę władzy. W Śródmieściu się udało.

Na Białołęce nie. Słyszałem jeszcze o zakusach na Targówek, Bielany czy Ursynów. Wiadomo – trzeba się ludziom pokazać. Abstrahując od tego, czy na Ursynowie opozycja ma realną siłę na polityczny przewrót, czy nie, ja się pytam: Po co? Dla czystej politycznej wariacji? Dla politycznego samozadowolenia? Dla zaspokojenia prywatnych ambicji? Na razie nie wiem.

Do tej pory nie usłyszałem ani słowa racjonalnej, konstruktywnej i logicznej krytyki działań obecnego burmistrza.  A wręcz przeciwnie – od mieszkańców słyszę coraz częściej wyrazy uznania pod adresem ursynowskich władz. Za ich aktywność i otwartość, za włączanie się w dyskusje o lokalnych problemach, za umożliwienie debat na przykład o planach zagospodarowania przestrzennego, za próby mediacji w na pozór błahych kwestiach, jak choćby szlaban przy ul. Dembowskiego, i za umiejętność rozwiązywania konfliktów. To nie laurka. To konkret, którego opozycji dziś brakuje. Zatem, mimo licznych  zapowiedzi o możliwej zmianie władzy, o rządy PO na Ursynowie jestem na razie spokojny. I mam nadzieję, że będą one nadal z korzyścią dla mieszkańców. A opozycja? Cóż. Zacytuję pewnego włoskiego polityka: „Demokracja polega na tym, że trzeba innym pozwolić się wygadać”. – napisał Lech Jaworski Radny m.st. Warszawy

BRAK KOMENTARZY